________________________________________________________

MAJ 2014

Cantate Domino w Warszawie


W piękny niedzielny wieczór na Nowym Mieście przypomnieliśmy, że nasz repertuar to nie tylko Starsi Panowie. Zaśpiewaliśmy po angielsku (Nathaniela Gilesa i Henry'ego Purcella), po polsku (Już się zmierzcha w dwóch wersjach - dobrze znanej i całkiem premierowej) oraz po łacinie (Franza Liszta, Hieronima Feichta i Mikołaja Zieleńskiego). Kościół pełen słuchaczy to przede wszystkim zasługa gospodarzy z Chóru Akademickiego SGGW, którym serdecznie dziękujemy za zaproszenie. Już za dwa lata kolejne - XVI - Spotkania Chórów Warszawskich Cantate Domino!



SEZON 2014

Śpiewnik Pana Wasowskiego

Zgodnie z zapowiedzią Śpiewnik Pana Wasowskiego po wakacjach wrócił na afisze. Bierzemy w nim udział z nieustającą przyjemnością i coraz pewniejsi... w baletach. Cieszy nas reakcja publiczności świadcząca o tym, że spektakl się podoba. A że ma on w sobie pewną dozę improwizacji, za każdym razem jest trochę inaczej...

Śpiewnik... pokazaliśmy gościnnie w Łodzi, w Teatrze Muzycznym, w Opolu, w Teatrze im .Kochanowskiego, jako imprezę towarzysząca Festiwalowi Klasyki Polskiej oraz wakacyjnie w Amfiteatrze Parku Sowińskiego na Woli, gdzie gwiazdy — Justynę Steczkowską i Wojciecha Malajkata — a także nas, oklaskiwała ponad dwutysięczna publiczność (skądinąd wiemy, że niektórzy przyszli potem do Syreny, aby zobaczyć Śpiewnik jeszcze raz, wiemy także, że są i tacy, którzy widzieli go już kilka razy!).

Nie pozostaje nam nic innego jak powtórzyć: Zapraszamy!




SIERPIEŃ 2014

Pamięć została
13 sierpnia 2014 r.

W Dniu Starówki zostaliśmy zaproszeni przez organizatorów — Dzielnicę Śródmieście — do udziału w widowisku muzycznym upamiętniającym tragiczne wydarzenia na Starówce 13 sierpnia 1944 roku, w siedemdziesiątą rocznicę tych wydarzeń (wybuch czołgu-pułapki przy ul. Kilińskiego). Głównymi bohaterami wieczoru były powstańcze wiersze poetów — Baczyńskiego, Gajcego, Białoszewskiego, Józefa Szczepańskiego "Ziutka", ks. Twardowskiego — ubrane muzycznie przez współczesnych kompozytorów, m.in. przez Andrzeja Perkmana, któremu powierzono kierownictwo muzyczne widowiska. Całość wyreżyserował Miron Zajfert, a my wystąpiliśmy obok śpiewających młodych aktorów: Małgorzaty Czajki, Karoliny Czarneckiej, Pauliny Kotharls, Moniki Węgiel, Mateusza Banasiuka, Marcina Januszkiewicza, Janusza Krucińskiego, Mateusza Rusina.

Na koniec spadł deszcz (tak go brakowało siedemdziesiąt lat temu, podczas dywanowych nalotów na Stare Miasto), tym bardziej wzruszająca była publiczność, która pozostała z wykonawcami do finału, Śpiewu murów Tadeusza Gajcego z repertuaru zespołu Dezerter...

Jak nie kochać strzaskanych tych murów,
tego miasta, co nocą odpływa,
kiedy obie z greckiego marmuru
i umarła Warszawa i żywa.






WRZESIEŃ 2014

Kraj Basków, Nawarra, Katalonia
11-20 września 2014 r.

Nasza hiszpańska podróż rozpoczęła się od „trzęsienia ziemi”, jak u Hitchcocka. O 22.00 mieliśmy lądować w Barcelonie i meldować się w hotelu, ale podczas odprawy okazało się, że mamy kilka godzin opóźnienia. W efekcie wystartowaliśmy ok. 4.00 nad ranem... Całe szczęście, że w planach na następny dzień nie było żadnego ważnego koncertu...

Szczęśliwie tylko początek wyprawy miał coś z dreszczowca. W następnych kilku dniach realizowaliśmy nasze plany: wizytę w uroczym San Sebastian i koncert zorganizowany przez Josu Okinenę, zaprzyjaźnionego pianistę i profesora miejscowego konserwatorium, wzruszające śpiewanie podczas uroczystej mszy w pięknej katedrze w Pampelunie, bardzo ciepło przyjęty koncert w Lekaroz — maleńkiej górskiej osadzie.

Tu szczególne słowa podziękowania dla Ani Radomskiej, skrzypaczki z Filharmonii w Pampelunie i wspaniałej animatorki kultury, która zorganizowała nam koncerty. Była naszą przewodniczką, dzięki której w Pampelunie i w Nawarze czuliśmy się jak w domu. Dziękujemy też Małgosi Grochowicz i Jej Rodzinie — Małgosiu, wiesz za co.

Poza tym nasycaliśmy się niezwykłością miejsc: w Leyre czekały na nas „rogate” kolumny i jedyna taka wczesnoromańska perspektywa, przyklejone do skał „gniazdo” - klasztor San Juan de la Pena, miasteczko Sos del Rey Catolico, jedno z tych niezapomnianych, Saragossa i Huesca, wino, pintxosy i tapasy (co kto lubi). Na koniec jeszcze wizyta u sępów, w ich niedostępnej krainie.

Drugą część podróży spędziliśmy w Lloret del Mar, jako uczestnicy festiwalu i konkursu. Możemy pochwalić się złotymi dyplomami w trzech kategoriach, a hitem okazał się nasz udział w kategorii pop, którą wygraliśmy. Klasą samą w sobie był wielki — pod każdy względem — Mótettukór Hallgrímskirkju z dalekiego Reykjaviku, który bezapelacyjnie zdobył Grand Prix. Usłyszeliśmy dużo ciepłych słów na temat naszego śpiewania, a od jednego czeskiego jurora, że śpiewamy „vyborne”. I znowu przez moment znaleźliśmy się w dreszczowcu, kiedy autokar z naszymi strojami koncertowymi nie dotarł na umówione miejsce i przed występem festiwalowym w katedrze w Barcelonie zrobiło się nerwowo. To tylko dodało odrobinę pieprzu do mnóstwa wrażeń nazbieranych w nasze collegiumowe puzdereczko chwil szczęśliwych.





GRUDZIEŃ 2014/STYCZEŃ 2015

Hej, kolęda, kolęda...

To był bardzo intensywny kolędowy sezon. Jeszcze w ubiegłym roku, w jego ostatnią niedzielę, zostaliśmy zaproszeni do wspólnego kolędowania w Muzeum Hutnictwa w Pruszkowie. My zaśpiewaliśmy kilka kolęd z naszego repertuaru, ale głównym punktem spotkania było wspólne kolędowanie z — bardzo życzliwie do tego pomysłu ustosunkowaną — publicznością. Bardzo miły wieczór i cenna inicjatywa.

10 stycznia z kolędą pojechaliśmy do Łbisk (kierunek Zalesie), gdzie z przyjemnością zaśpiewaliśmy w imponującej auli miejscowej szkoły. Kolędy polskie i nie tylko, spotkały się z bardzo życzliwym przyjęciem. To było już nasze kolejne spotkanie w Łbiskach. Jesienią zaprezentowaliśmy tam koncert piosenek do tekstów Jeremiego Przybory i Agnieszki Osieckiej Miłość nieduża. Można więc powiedzieć, że z Łbiskami jesteśmy zaprzyjaźnieni.

Następnego dnia, w niedzielę na koncert kolęd gorąco zapraszaliśmy do kościoła św. Karola Boromeusza w parafii św. Andrzeja przy ulicy Chłodnej. Był to jeden z najzimniejszych wieczorów tej zimy, tym bardziej więc wzruszała nas reakcja licznie zgromadzonych słuchaczy. Nasze wzruszenie było tym większe, że tym kolędowaniem upamiętnialiśmy 20. rocznicę naszego pierwszego koncertu, właśnie u św. Andrzeja (też było bardzo zimno) w 1995 roku.

Tydzień później, 18 stycznia, zaśpiewaliśmy w Muzeum Anny i Jarosława Iwaszkiewiczów w Stawiskach. Koncert karnawałowy składał się z dwóch części: najpierw naszymi tradycyjnymi kolędami wspominaliśmy niedawne święta, aby w części drugiej zaprezentować kilka piosenek Starszych Panów. Publiczność otaczała nas ze wszech stron tak, że Andrzej kłaniał się „naokoło”. To zawsze bardzo cieszy, kiedy słuchacze reagują żywo, ze zrozumieniem i radością. Właściwa muzyka na właściwym miejscu (mamy też nieskromną nadzieję, że i właściwie wykonana).

Sezon kolędowy zakończyliśmy w pierwszą niedzielę lutego w przepięknej romańskiej bazylice w Czerwińsku. To niezwykłe miejsce nad Wisłą, jeden z najcenniejszych zabytków Mazowsza, zdecydowanie warte jest powrotów. Jesteśmy więc umówieni na kolejne spotkania.